|
środa, 23 kwietnia 2008
czwartek, 17 kwietnia 2008
Jak w tytule - raz mam dostęp do netu, raz nie, a wszystko przez wyjątkowo kapryśny router, który najprawdopodobniej za dwa tygodnie poślę do routerowego raju. Złoszczę się na niego wyjątkowo często, a jak się złoszczę, to strasznie przeklinam i tupię tak tuptuptup, jak dziecko, w miejscu. Krótko mówiąc, gotowa choreografia do tego:
[The Cramps - Naked Girl Falling Down The Stairs] Czyli że gorsze rzeczy mogły się zdarzyć. Gdybym kompletnie goła spadła ze schodów w TEJ kamienicy, gdzie średnia wieku zbliża się do liczby trzycyfrowej, a wskaźnik religijności również robi wrażenie - och. ________________________
piątek, 11 kwietnia 2008
Wszystko dziś wygląda zupełnie inaczej. Nigdy wcześniej nie nosiłam soczewek, wrażenie jest więc co najmniej wyrywającezbutów. Do tego wiosna i kolejne nagromadzenie energii, którą mogłabym rozsadzić małe, kiepsko skonstruowane pojazdy, dlatego wszędzie piechotą dziś i z muzyką typu elektryzująca. A tego z głowy wyrzucić nie mogę:
[Whirlwind Heat - Purple]
Zasłuchiwałam się kiedyś w ich pierwszym albumie "Do Rabits Wonder?" (boski tytuł), płycie w 13 kolorach, że tak powiem - powyższy "Purple" to jeden z nich. Potem o nich zapomniałam i kolejnego krążka - "Types Of Wood" z 2006 - dotąd nie słyszałam. Całe szczęście, że wraz ze wzrokiem odzyskałam i pamięć, trzeba będzie coś zorganizować. Teraz zaczynają kombinować z kolesiem z byłego Test Icicles (bleee), Lightspeed Championem. Projekt Lightspeed Heat to straszliwa kaszana, przynajmniej tak to brzmi na MySpace . Trudno, nikt nie jest doskonały. Ja na przykład jestem krótkowzrocznym krótkowidzem, ale przynajmniej nie biegam w majtkach po śniegu.
_________________________________________________________________________
niedziela, 06 kwietnia 2008
Domek na plaży przypomniał mi się, gdyż po pierwsze primo, deficyt snu sięga wyżyn, potrzebuję więc kołysanki, a po drugie primo, najlepiej śpi się na plaży (aczkolwiek nigdy nie róbcie tego na kacu i bez balsamu faktor 1000). Przygotowania do snu w moim przypadku nie wyglądają zbyt rozsądnie, jakieś tam mini zlecenie do odwalenia na jutro odkładam na coraz później, a w międzyczasie przeklikuję MySpace i, o zgrozo, własnym tamże profilem się bawię. I na tym właśnie profilu (jak chcecie się zaprzyjaźnieć, to tu ) odnajduję kawałek zespołu Beach House, o którym zdążyłam od ostatniej zabawy MySpace kompletnie zapomnieć.
Na dobranoc więc to:
[Beach House - Heart of Chambers] Płyta "Devotion"odznacza się świeżością odwrotnie proporcjonalną do mojej, polecam. ____________________________________
środa, 02 kwietnia 2008
Wiecie co, nie chce mi się gadać, muszę się wreszcie zabrać do pracy albo zmienić zawód. W każdym razie, bez zbędnego pitolenia, pod prysznicem gięłam się dziś do tego:
[Dizzee Rascal - "Fix up, look sharp"] Haha, siurpryza. I to nie jest prima aprilis.
niedziela, 30 marca 2008
Najwyraźniej rzadko polskiej muzyki słucham i gdyby nie ten blogasek , zapewne jedynymi polecanymi przeze mnie obcokrajowcom rodzimymi zespołami byłyby Something Like Elvis (R.I.P.) i Potty Umbrella. Oczywiście to pewna przesada, ale jednak - jak mam mówić, że zachwyca, jak nie zachwyca. Na MySpace odnalazła mnie natomiast taka niespodzianka:
[Papilla - I'm Better] Pomińmy teledysk milczeniem, Katowice to nie jest inspirujące miejsce. Co do muzyki - nie trafia do ścisłego kanonu The Best Of The Best, gdyż takowy nie istnieje, przyjemna zaskoczka jednakże. W sensie jak już słuchać przyjemnego plumkania, to czemużby nie połączyć tego z lokalnym patriotyzmem? Który przełknąć musi fakt, że wokalista jest importowany. Tak czy siak, Papilla to zdecydowanie lepsza opcja niż ostatnio spotkany zespół... ____________________________________ oficjalna strona | MySpace | Last.fm (3 kawałki do ściągnięcia za darmo!)
niedziela, 23 marca 2008
Powinnam spożywać teraz jajeczko zamiast marzyć o dzieciństwie, ale jak tu się nie rozmarzyć, gdy z głośników atakuje Ladyhawke i nie mówię bynajmniej o filmie. Pozostaje zagadką, dlaczego właśnie tego słucham. Być może to jest ta słynna magia świąt.
[Ladyhawke - Back of the Van] Próbuję wyobrazić sobie imprezę, na której ten kawałek porwałby tłumy. Myślę, że są szanse - wiadomo, co alkohol robi z ludzi. A na MySpace pani Ladyhawke porywa mnie też, na fali świątecznej magii, "Paris Is Burning". Momentami w każdym razie. Myślę, że mój organizm chce mi coś powiedzieć, ale jeszcze nie wiem, co. Wesołego kurczaczka! __________________________________________________________
wtorek, 18 marca 2008
Jestem, jak co wtorek o tej porze, wybitnie niewyspana, ale zamiast złożyć swą hopefully żydowską głowę (mała obsesja) wśród sterty ciuchów na łóżku, oglądam kreskówki. I to nie byle jakie kreskówki, raczej teledyski dla niegrzecznych dzieci. Skończyły się wieczorynki z węgierskimi krówkami , dziś ciocia Jakuzz straszy kiwając się do tego:
[Man Man - Engrish Bwuud] Man Man będą wielcy. Już koncertują w dobrym towarzystwie - w ubiegłym roku ruszyli w trasę z Modest Mouse i Love As Laughter. W takim składzie mogłabym na przykład wcale nie spać, tak więc jeśli usłyszycie, że zwalnia się fucha chłopca od podawania wody, dajcie znać. Tymczasem - kolejna niegrzeczna kreskówka:
[Love As Laughter - Dirty Lives] _____________________________________ Man Man: oficjalna strona | MySpace | Last.fm Love As Laughter: oficjalna strona | MySpace | Last.fm
czwartek, 13 marca 2008
Znów natłok pracy i to takiej, że nie mogę muzyki w tym czasie słuchać. Dobrze, że z domu czasem wychodzę, wtedy nadrabiam, wtedy słucham wręcz maniakalnie. A dziś jestem wyjątkowo zen. Po raz pierwszy udowodniłam sobie, że nie jestem przypadkiem beznadziejnym i jak zechcę, to potrafię. Pełna harmonia, moi drodzy. Z tej okazji - "Harmonise".
[Ipso Facto - Harmonise] Kibicuję dziewczynom, będą potrzebowały zwłaszcza mojego wsparcia duchowego, gdyż dziś wierzę, że wszystko może się udać. Jestem tak zen, że właściwie możemy narysować linię ode mnie do dalajlamy i po drodze będzie maksymalnie kilka osób. Panie z Ipso Facto już nie tylko wierzą, ale pewnie wręcz wiedzą, że uda im się wydać płytę i to wkrótce. Genialnie, gdyż czarno-białego psych-rocka nigdy dość.
_____________________________________________
czwartek, 06 marca 2008
Niewiele o Moriarty wiem, prawdę mówiąc. Stosunkowo niedawno pojawił się ich debiutancki album "Gee Whiz But This Is A Lonesome Town", który potrafi oczarować lub zmęczyć, jak kto woli. Francusko-angielski skład zespołu zapewnia dziwną mieszankę folku, jazzu i rozmaitych muzycznych ozdobników. Gdyby muzyka wyświetlała się w kolorze, Moriarty graliby zawsze w sepii, o czym najlepiej świadczy teledysk do piosenki "Jimmy". Przypomniał mi się z okazji pojawienia się nowego klipu do "Bag of Hammers" Thao Nguyen, wyjątkowy fajurski, polecam . Tymczasem zapraszam do Buffalo Land:
____________________________________________________ |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi muzyczne
Lub czasopisma
Na ekranie
Zaraz po prysznicu
|